Infoszachiści w rozjazdach – z pamiętnika amatora (4)

https://gramywszachy.pl/zlota-wieza-kokotek-2020/#

Witajcie! 😀

Wracam po dość długiej przerwie, jednak z powodu obowiązków związanych z nauką trudno było mi znaleźć chwilę na napisanie czegokolwiek. Byłem ostatnio na turnieju szachów klasycznych, więc zgodnie z obietnicą daną w poprzednim artykule, zrelacjonuję wyjazd w tym i dwóch kolejnych wpisach.

Czas i miejsce „akcji”

Turniej odbył się na przełomie września i października w Kokotku. To dzielnica Lublińca, która właściwie mogłaby być uznana za osobną wieś. Do centrum miasta jest ok. 8 km, a w najbliższej okolicy, poza lasem i pięknym jeziorem, nie było nic.

Finał Złotej Wieży zgromadził 14 drużyn z różnych stron Polski. Drużyna w barwach której grałem (UKS Debiut Przedwojów) była rozstawiona z numerem 7, więc w pierwszej rundzie mieliśmy się zmierzyć z rankingowo najsłabszą drużyną.

Moje przygotowanie do turnieju

Szczerze mówiąc, w związku z terminem turnieju przypadającym na okres szkolny przygotowywałem się mniej niż do zawodów w Łazach, o których więcej możecie przeczytać tutaj: Infoszachiści w rozjazdach – z pamiętnika amatora (3) .

Powtarzałem debiuty, których uczyłem się z kursów na Chessable. Polecam taką formę przygotowywania wariantów, u mnie akurat padło na obronę rosyjską. Planowałem ją zagrać w jednej partii, natomiast przeciwnik mi „nie pozwolił” (zagrał 1.c4, ale o tym więcej w drugim artykule z tej serii, który się ukaże już niedługo). 😀

Testowałem warianty, które planowałem grać (w tym gambit hetmański, którego w partii klasycznej nie grałem od 3 lat (poza partią z ostatniej rundy w Łazach), grając przez internet na jednej ze stron szachowych. Uznałem, że po debiucie dostaję całkiem przyjemne pozycje, więc podjąłem decyzję o zagraniu tego w turnieju. Pierwsza okazja nadarzyła się już w pierwszej rundzie.

I runda

Moja drużyna zmierzyła się z UKS Pałac II Nieborów (średni ranking drużyny 1406), a moim przeciwnikiem był Gabriel Jagura (1486). Miałem okazję grać z nim miesiąc wcześniej w trakcie Mistrzostw Polski Juniorów w szachach błyskawicznych, wówczas w teoretycznie remisowej pionkówce mając kilka sekund na zegarze zacząłem grać na wygraną i podstawiłem pozycję. Wówczas także grałem białymi i przeciwnik zagrał obronę Caro-Kann (1.e4 c6). Chciałem tego uniknąć w partii klasycznej, gdyż nie chciałem dostać końcówki z lepszymi perspektywami dla rywala. Wobec tego zdecydowałem się zastosować wspomniany wcześniej gambit hetmański.

Pomimo rollercoasteru, który miał miejsce w tej partii, udało się zwyciężyć partię, a także cały mecz jako drużyna (3,5-0,5). Warto dodać, że była to pierwsza i ostatnia porażka mojego przeciwnika w tym turnieju, zdołał on także uzyskać normę na I kategorię. Po przegranej pierwszej partii zrobić 6/8 to wynik godny podziwu 😀

Dla mnie był to wymarzony start, bo zazwyczaj mam problem z wbiciem się w rytm turniejowy. Tutaj miało być jeszcze trudniej, gdyż sporą rolę odgrywała kondycja (dwie rundy dziennie).

II runda

Graliśmy z drużyną UKS Goniec Staniątki (1708). Uskrzydlony porannym zwycięstwem przystąpiłem do partii z Oskarem Kołodziejem (1242). Przeciwnik nie miał w bazie ani jednej partii, więc nie miałem możliwości przygotowania się na niego. Nie chciałem też ryzykować z graniem nowego debiutu (obrony rosyjskiej), więc postawiłem na najbardziej lubiany przeze mnie wariant obrony sycylijskiej.

Byłem zadowolony z tej partii, od początku do końca kontrolowałem jej przebieg i zamieniłem przewagę na cenny punkt. Drużyna zremisowała swój mecz, a ja miałem po dwóch rundach dwa punkty.

III runda

Mierzyliśmy się z drużyną UKS Giecek Radków (1824). Były to derby Dolnego Śląska. Moim przeciwnikiem był Piotr Majocha (2047)

Zagraliśmy wcześniej przeciwko sobie bardzo dużo partii, więc stało się jasne, że trzeba będzie przygotować coś nowego. Piotrek miał dużo do stracenia, bo jego ranking „na żywo” (wliczając II ligę seniorów i dwie wcześniejsze partie) wynosił  ok. 2080, czyli brakowało mu 20 oczek do upragnionego tytułu kandydata na mistrza krajowego, a porażka bądź remis ze mną znacząco go od tego oddalały. Udało mi się namówić przeciwnika na wspólną analizę tej partii.

Znaczącym pozytywem tej porażki było to, że udało mi się nawiązać walkę partyzancką z przeciwnikiem. Nie chciałem się spierać w teoretycznych wariantach, gdzie z zawodnikiem o 600 oczek lepszym miałbym małe szanse. Obaj musieliśmy grać „na głowę” i zwyciężyła siła gry, a nie lepsza znajomość debiutu. Pomimo mojej porażki drużynie udało się minimalnie wygrać mecz w stosunku 2,5-1,5. Po 3 rundach miałem 2 punkty i spore zyski rankingowe.

Kolejny artykuł ukaże się prawdopodobnie w przyszłym tygodniu – standardowo zachęcam do dzielenia się krytyką i spostrzeżeniami dotyczącymi artykułu, a także pomysłami na zmiany w formacie.

Stay tuned 😀

Autor Aleksander Wilk

Siedemnastoletni szachista z bardzo entuzjastycznym podejściem do życia. Poza szachami interesuję się historią, podróżami i szeroko pojętym sportem. Chciałbym pokazywać szachy z perspektywy zawodnika o niskim rankingu, który kocha to co robi.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*