Geniusze szachowi- skazani na obłęd cz.1

Gra w szachy jest doprawdy kapryśną przyjaciółką. Dla jednych jest ona zwykłym umileniem sobie czasu w towarzyskim gronie, zaś dla drugich mieni się ona pod postacią kochanki, do której wciąż się powraca, nie zważając na to, ile razy nas odtrąciła. Raz dzięki niej wzbijamy się na wyżyny intelektualne, a raz doznajemy od niej bezlitosnych porażek i rozczarowań. Jeszcze inni ukochali ją tak bardzo, że stracili resztki zdrowego rozsądku w celu poznania jej wszystkich tajemnic.

W niniejszym artykule dokładnie poznamy sylwetki tych mistrzów, którzy zatraceni bez pamięci w jej kombinacyjne idee, stracili dla niej zupełnie głowę, rzucają przy tym na szalę losu całą swą karierę, zdrowie, a nawet i życie.

Pierwiastek szaleństwa w królewskiej grze?

Nie od dziś wiadomo, że pomiędzy geniuszem a szaleństwem istnieje bardzo cienka granica. Królewska gra nie stanowi od tego wyjątku. W dzisiejszych czasach stopień dewiacji spowodowany wyżej wymienionym czynnikiem został ograniczony prawie do minimum, lecz nie zawsze tak było.

W poprzednich epokach zdarzały się przypadki, kiedy to sławny mistrz tak bardzo pochłonięty studiami nad szachami, został przez nie kompletnie zniewolony, przez co całkowicie stracił kontakt z rzeczywistością.

Wszystko w takim historiach bierze swój początek dosyć niewinnie. Zaczyna się od pospolitego zainteresowania, które następnie z czasem przeradza się intensywne zamiłowanie, a potem w żywą pasję, a w skrajnych przypadkach w niekontrolowaną obsesję, mogącą miejscami przybrać wręcz najgorszy skutek w postaci nieuleczalnego obłędu. Wbrew pozorom, gra w szachy może zatem posiadać pierwiastek destrukcyjny i o tym właśnie się za chwilę przekonamy.

Pewnego razu legendarny Wiktor Korcznoj, uczestnik niezapomnianych meczów o tytuł mistrza świata z Anatolijem Karpovem, podczas wywiadu stwierdził pół żartem, pół serio, iż ,, wszyscy mistrzowie są nienormalni. Różni ich tylko stopień obłąkania”.

Z kart historii znamy dokładnie kilka epizodów, kiedy to gra w szachy w mniejszym lub większym stopniu wraz z czynnikami zewnętrznymi spowodowała trwały rozstrój nerwowy u szachisty i przyczyniła się do występowania objawów łagodnej, umiarkowanej lub dotkliwej psychozy umysłu.

A zatem, poznajmy wybitnych geniuszy, którzy niestety przekroczyli bezpowrotnie szerokie granice normalności i wkroczyli, świadomie, czy też nie, na ścieżki niewybrukowanego szaleństwa.

#1 Szachowy Mesjasz- Lionel Kieseritzky

Był on nauczycielem matematyki, pochodzącym z Inflant, a przybywszy do Paryża w 1839 r. w niespełna rok czasu, tuż po śmierci mistrza Labourdonnaisa został ogłoszony jego następcą. Żył i utrzymywał się wyłącznie z gry w szachy- po 5 franków na godzinę- zaś słynna Cafe de la Regence, będąca w tym czasie najsławniejszą kawiarnią szachową, stała się miejsce jego pracy, jeśli można to tak określić. Przesiadywał w niej od rana do wieczora. Budził podziw swą grą kombinacyjną oraz błyskotliwością taktycznych rozwiązań na planszy. Potrafił dać silnym amatorom nawet hetmana for, a i tak przechylał szalę zwycięstwa na swoją korzyść. W całej Francji nie miał sobie równych. Ponadto napisał także książkę szachową, wydawał comiesięczny periodyk, a przede wszystkim pobił rekord Philidora w symultanie na ślepo- w 1850 r. rozegrał sens z zasłoniętymi oczami na 4 szachownicach (wynik: +3 -1), w dodatku do każdej zwracając się w innym języku. Czegoś takiego jeszcze świat szachowy nie widział.

W Turnieju Londyńskim, Kieseritzky był stawiany w roli jednego z faworytów do pierwszej nagrody.

Drastyczny spadek po równi pochyłej miał miejsce w Londynie w trakcie Międzynarodowego Turnieju Szachowego w 1851 roku i już w pierwszej rundzie, Kieseritzky został pokonany przez Adolfa Anderssena. Dwie, druzgocące porażki, które zakończyły się przed wykonaniem dwudziestu posunięć, złośliwy komentarz Stauntona o stylu jego gry, jak również niezapomniana, nieśmiertelna partia rozegrana w kuluarach tego wiekopomnego wydarzenia, upamiętniająca niechlubnie jego nazwisko jako pokonanego, dogłębnie odcisnęła olbrzymie piętno na podłamanej psychice. Po powrocie do Paryża spotkał go kolejny cios. Redagowany przez niego miesięcznik upadł, zaś Cafe de la Regence- miejsce jego stałej pracy- miała zostać niebawem zamknięta z powodu przebudowy przedmieść. Bez środków do życia, z poważnymi problemami psychicznymi trafił do szpitala dla obłąkanych- Hotel de la Charite, gdzie spędził dwa ostatnie lata swego życia.

Podczas pobytu miał w zwyczaju siedzieć w fotelu niczym manekin i wyglądając przez okno, utwierdzał siebie oraz innych w przekonaniu, że dzwon najbliższego katedry poprzez swoje dźwięki chce przekazać mu jakieś ważne wiadomości. Twierdził, iż słyszy głosy o małej gwieździe wschodzącej na zachodzie. Wyglądało to tak jakby przepowiadał losy ludzkości. Czasami pisał w swym notesie jakieś dziwne, enigmatyczne równania, jakby próbował rozwikłać matematyczną zagadkę.

Wymowny komentarz Georga Walkera jest tutaj wręcz idealnym podsumowaniem:

Ten biedny człowiek myślał, że jest Mesjaszem w szachach, zaś zmarł w przytułku w Paryżu.

#2 Geniusz zza oceanu- Paul Morphy

U Paula Morphy’ego, amerykańskiego cudownego dziecka, już od najmłodszych lat dostrzeżono jego niebywały talent do królewskiej gry. W wieku 6 lat nauczył się zasad gry w szachy, w krótkim czasie zaczął pokonywać mistrzów z Nowego Orleanu, w dniu swych 12 urodzin rozegrał partię bez patrzenia na szachownicę, zaś w wieku 20 lat bezapelacyjnie zwyciężył w I Amerykańskim Kongresie Szachowym w 1857 roku. Jego gwiazda rozbłysła na dobre, kiedy postawił stopę na Starym Kontynencie. W przeciągu zaledwie dwóch lat pokonał wszystkich znaczniejszych mistrzów z Europy, włączając w to Anderssena, Harrwitza, czy Loewenthala. W blasku chwały powrócił do USA jako bohater narodowy i był witany przez rzesze wielbicieli.

I w tym właśnie momencie nastąpił nieoczekiwany zwrot w jego życiu…

Na początku lat 60. XIX wieku, po zaledwie kilkuletniej dominacji na szachowej arenie, Morphy ostatecznie porzucił grę w szachy. Całkowicie zmienił do niej swój stosunek i podejście. Do dziś nie wiadomo, jaka to przyczyna stała za tą radykalną decyzję, której nikt się nie spodziewał. Nie mogąc znaleźć pracy w zawodzie adwokata, Morphy popadł w dużą melancholię połączoną z depresją na tle manii prześladowczej. Uważał, że niektórzy spiskują przeciwko niemu i próbują targnąć na jego życie.

W liście Charlesa Mauriana- przyjaciela Paula Morphy’ego- do J. Pretiego możemy przeczytać:

Wszyscy jego przyjaciele mają nadzieję, że z czasem wyzdrowieje. Jeśli chodzi o przyczyny, które spowodowały u pana Paula Morphy’ego te zaburzenia, trudno mi je zdiagnozować i nie wiem, co myślą o tym lekarze. Mam jednak powody sądzić, iż ich zdaniem gra w szachy nie ma z tym raczej nic wspólnego. Jeden z nich zalecał nawet grę w szachy jako sposób na odwrócenie uwagi i zmianę myśli. Wierz mi, że przez 10 lub 12 lat pan Morphy całkowicie porzucił szachy i nigdy nie pozwolił sobie na nadmierną grę. Ze swej strony, nie chcąc ryzykować, nie mogę przestać myśleć, że bierny styl życia, pozbawiony rozrywek, musiał mieć zły wpływ na jego psychikę.

W okresie silnych zaburzeń, rodzina chciała go umieścić w ośrodku dla psychicznie chorych, lecz Morphy, stosując odpowiednie argumenty prawne, odmówił pobytu.

Z czasem zauważono również inny niepokojący incydent. Nieraz Morphy miał w swym zwyczaju chodzić po werandzie w kompletnej zadumie z rękami za plecami i mruczał do siebie cicho pod nosem taką oto tajemniczą formułkę:

On posadzi sztandar Kastylii na murach Madrytu, wołając do zwycięskiego miasta, a mały król odejdzie, wyglądając na bardzo zakłopotanego.

W okresie silnych zaburzeń psychicznych, w obawie o swe życie odmawiał nawet jedzenia potraw, które nie były przygotowywane na jego oczach, ponieważ bał się próby otrucia przez zawistnych wrogów. Jakby tego było mało, to również jego śmierć pozostaje w dalszym ciągu nad wyraz enigmatyczna.

Dlaczego to Morphy postanowił wziąć prysznic po długim spacerze w upalny dzień, skoro doskonale wiedział, że taka gwałtowna zmiana temperatury może spowodować nieodwracalne skutki w obiegu fizjologicznym ludzkiego organizmu, co w gruncie rzeczy grozi przede wszystkim silnym udarem? Na to pytanie chyba nigdy nie poznamy odpowiedzi.

Ciąg dalszy nastąpi…

Reasumując, gra w szachy w umysłach wielkich geniuszy najpierw jest postrzegana jako niezwykły dar, lecz z czasem może okazać się dla nich prawdziwym przekleństwem, od którego nie mogą się uwolnić. Niniejszy artykuł nie ma na celu ukazanie w złym świetle skutków królewskiej gry, ale po prostu ukazanie kilku przypadków, które naprawdę miały miejsce w ramach interesujących ciekawostek z kart historii. Gra w szachy, po mimo swych nieograniczonych możliwości, pozostanie na długie lata studium potężnych umiejętności intelektualnych i niezgłębionych myśli strategicznych.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*